mapka

Dzisiaj było lajtowo, chociaż wyszło 100 km. Odwiedziłem park w Wilanowie. Bilet za 15 zł — tyle można było wydać, ale 70 zł za zwiedzanie pałacu to już trochę przesada.

W jakimś sklepie rowerowym kupiłem oponę. Przy okazji dowiedziałem się, że to jednak nie AI wysłało ludzi, żeby rozrzucali pinezki, tylko jacyś durnie, którym nie podobają się rowerzyści. Jakim trzeba być durniem, żeby robić coś takiego? Nawet jest o tym artykuł, tylko trochę dalej, w okolicach Góry Kalwarii. U mnie było to w okolicy Pabierowic.

Opona kupiona, ale nie wymieniałem, bo czekało mnie jeszcze 100 km jazdy. Na szczęście często był dobry asfalt, a do tego jechałem z wiatrem.

Pierwszy raz odwiedziłem sklep Topaz. Wcześniej go nie znałem, a okazało się, że działa głównie na Mazowszu. Kupiłem tam dobrego crafta dla cyklistów — 3,2% alkoholu. Wypiłem go, jak dojechałem do Podsusza. Piwo wchodziło jak woda. W sam raz na zakwasy.

Zostaw komentarz