Znowu świetnie się spało, ale wiadomo — w łóżku. Warunki, tak jak pisałem, były świetne jak za 89 zł. Lodówka, kuchenka, mikrofala, nawet łazienka w pokoju. Niedaleko zaś rzeka Bug. Korzystając z okazji, bo mogłem wyjechać, o której chcę, zrobiłem jajecznicę z 4 jajek i przy okazji ugotowałem makaron na drogę.
Ledwo wyjechałem z Bizona, rzuciły się na mnie 3 psie bestie — wyskoczyły pod rower. Wkurzyłem się, zsiadłem z roweru i je pogoniłem. Zdezorientowały się i uciekły. Dobrze, że ekolodzy tego nie widzieli. Jeszcze bym miał sprawę za to, że zestresowałem 3 psy. „To ich teren” — powiedziałby któryś. „Jesteś tu tylko gościem, rowerzystą”.
W Mińsku Mazowieckim koło 12 zrobiłem godzinny odpoczynek i poszukałem sklepu Dino na mapie, żeby zdać puszki i butelki, bo trochę ich miałem. Nadrobiłem przez to parę kilometrów, ale się ich pozbyłem. Musiałem trochę poczekać, bo butelkomat był pełny, ale po paru minutach pani przyszła i zrobiła miejsce na moje kaucje. Podobno butelkomaty są opróżniane parę razy dziennie. Szok, ile ludzie tego piją. Wziąłem kupony i pojechałem dalej.
Na garminie było 35-38 stopni, i był mocny południowy wiatr,a ja jechałem na północ, do Łomży. Nawet zrobiłem 22 km w godzinę, co, powiem Wam, jest dla mnie wyczynem. Do tego mnie napedzal mnie przez słuchawki cj art z setem deepersense. Więc byl rytm. Zazwyczaj wychodziło 12–15 km w godzinę. Wiecie, bagaże ważą 20–30 kilo + ja z 90 parę.
W Śniadowie zjadłem makaron z sosem meksykańskim z Łowicza. Kupiłem też 2 puszki napoju Mountain Dew. Szok, zapłaciłem za nie prawie 10 zł. Berlinki z bułką wyszły już taniej — z 8 zł?
Zostało 15 km do Łomży, a tam fajny kemping i do tego niedrogi — 42 zł. Na kolację zjadłem berlinki, które kupiłem wczoraj. Samica kosa spoglądała na nie z zazdrością, ale ja chciałem jeszcze coś słodkiego. Poszedłem do Lidla, a tam przeceny na ciasto. Za całkiem spory kawałek zapłaciłem 6 zł. Na Foodsi płaciłem 15 zł za paczki z przeceny z jakichś piekarni, a kawałki ciasta były podobnej wielkości. Coś tu nie gra.
Zobaczyłem też w Lidlu tanie izotoniki — po 2–3 zł. Przez noc schłodzą się prawie jak w lodówce, więc wziąłem na jutro. Lepsze to niż woda z tabletkami. No i oczywiście piwo na zakwasy — Nepo Tropico Hurricane z milionem owoców.

Zostaw komentarz