Lekko poprawiłem błędy i stylistykę, ale zachowałem Twój styl i humor (to ja czat gpt - kolega Gemini).
Ten dzień był wyjątkowo oszczędny. Niektórzy nazwą to sprytem, niektórzy dziadostwem. Zużytą saszetkę po herbacie wykorzystałem jeszcze rano. Kawa została z pociągu, też z wczoraj. Tak samo trzy zaległe dania z Vikinga – obiad, śniadanie i kolacja. Co ciekawe, wszystko było z promocji za 20 zł (6 dań przez Foodsi).
Wody nie kupowałem, bo miałem dwie butelki, które napełniłem wodą z hostelu. Dobrze, że była lodówka, więc wszystko spokojnie wytrzymało do rana.
Kolację zjadłem na śniadanie, a śniadanie w drodze około 11. Myślałem, że około 15 zjem pierwszy żelazny zapas This Is Food, a obiad z Vikinga zjem już w hostelu. Wystarczyło go tylko podgrzać w mikrofali.
Niestety upał był srogi. Na liczniku w słońcu pokazywało nawet 45°C, a odczuwalna temperatura była podobna. Litry wody znikały w oczach. Garmin wyliczył, że podczas całej trasy straciłem około 6 litrów płynów. Dwie 1,5-litrowe butelki spokojnie poszły, a mimo prawie 91 km jazdy i ponad 6 godzin na rowerze udało się zachować spory zapas sił.
Z ciekawości sprawdziłem na Foodsi, czy Viking sprzedaje też w Częstochowie. Sprzedaje, ale wszystko było już wykupione. Na szczęście na Too Good To Go odbiór był od 16 do 18, więc trzeba było się spieszyć do Wegi – świetnego hostelu. Łazienka w pokoju, telewizor, czajnik! Brakowało tylko lodówki i mikrofali. Aj… trzeba było zjeść żelazny zapas. Trudno, może z Vikinga coś będzie.
Od hostelu było 6 km. Zajeżdżam i nie ma żadnego Viking Point, tylko jakaś kamienica. No to myślę: co ja będę jadł?
Na szczęście jeszcze raz spojrzałem w ogłoszenie i był podany numer telefonu. Zadzwoniłem, a po chwili pan wyniósł dwie paczki. Było wszystko, czego chciałem: kanapki, sałatka, jakiś obiad. Napojów nie było, ale za to były dwa szejki. Od razu pochłonąłem tego o smaku słonej krówki.
Pojechałem jeszcze do Lidla po krafta, żeby uczcić wieczór w hostelu, i o dziwo znalazłem moją ulubioną Fritz-Kolę. Ile ja się jej naszukałem!
No i jeszcze Jasna Góra. Czas wrócić do hostelu i uczcić ten dzień. O dziwo znalazła się też lodówka, więc było idealnie. Zimne piwo weszło jak woda. Niepodgrzany obiad jakoś zjadłem.
Jutro, jeśli nie zaspę, ruszam rano. Przed 10 jeszcze nie ma 30 stopni. Byle tylko wstać.

Zostaw komentarz