mapka

Pod koniec sierpnia trafiła się bardzo ładna niedziela. Nie było to jednak takie oczywiste, bo jeszcze w sobotę padało sporo deszczu i mocno wiało. Na szczęście w niedzielę pogoda była już w porządku.

Tym razem na kajaki wybrałem się z tatą, bratankiem i jego dziewczyną. Startowaliśmy w Krzemiennem, czyli bliżej niż poprzednim razem, kiedy zaczynałem w Podsokołdzie. Trasa była więc krótsza i od początku płynęło się całkiem szybko. Po godzinie mieliśmy już za sobą około 2,5 km. Pomyślałem wtedy, że coś za szybko nam to idzie.

Przed wodospadem zawsze przenosiliśmy kajaki lądem. Było to dosyć niewygodne, bo trzeba było się z nimi sporo nanosić. Tym razem ludzie podpowiedzieli nam, że lepiej wpłynąć w odnogę rzeki, powiosłować jeszcze jakieś 100 metrów i dopiero tam przenieść kajaki. Faktycznie, przeprawa była dużo lepsza. Za tamą nurt rzeki był dosyć mocny i schodzenie tam z kajakiem nie należało do najwygodniejszych.

Niestety w tym miejscu zatrzymałem rejestrację trasy na Garminie. Chciałem ją później kontynuować, ale po kilku minutach Garmin automatycznie zapisał aktywność. Trudno, tym razem będą dwie mapki.

Miało to jednak pewną zaletę. Patrząc na pierwszą mapę, wydawało się, że byliśmy już mniej więcej w połowie trasy. W rzeczywistości drugi odcinek okazał się dużo dłuższy. Wszystko przez liczne zakręty i meandry rzeki, których na tym fragmencie zdecydowanie nie brakowało.

Poza tym trasa jak trasa: ryczące krowy pijące wodę prosto z rzeki, konie, kaczki i pełno innego ptactwa. Spokojnie, bez pośpiechu. Po 4,68 km dopłynęliśmy do Supraśla.

Taki leniwy, niedzielny wypad.

Zostaw komentarz