mapka

Niestety to już ostatnia tegoroczna edycja na trasie Królowy Most – Supraśl. Jak zwykle autobus odjeżdżał z dworca o 7:30, a nie o 7:40, jak mi się przyśniło. Bilet zaś kosztował 11 zł.

Frekwencja za to dopisała. Były aż 24 osoby, chociaż na zdjęciu pod wieżą można się doliczyć 25. A dlaczego? Zobaczcie sami (żadne AI, osoba nr 13–14). Towarzyszył nam też przez chwilę biały labrador, który najwyraźniej chciał wybrać się z nami na całą trasę, ale po paruset metrach wymiękł i zrezygnował. Podobnie jak ostatnio, w paniach siła! Było ich zdecydowanie więcej. Faceci chyba wymiękają. ;)

Jednym z ciekawszych momentów wyprawy był widok z wieży. Naprawdę niesamowity! Wreszcie odważyłem się na nią wejść, zamiast jak zwykle podziwiać ją tylko z dołu. Przy okazji można było nacieszyć oczy jesiennymi kolorami puszczy.

Grzybów tym razem dużo nie było. Ktoś tam znalazł jakieś kurki, ale to już nie było to samo co ostatnio, kiedy przypadło na mnie aż 5 kg grzybów. Za to emocji na trasie nie brakowało. Parę razy część grupy ruszyła tak szybko, że pojawiały się wątpliwości, czy aby na pewno poszli dobrą drogą. Na szczęście Andrzej, nasz przewodnik, wytropił ich ślady i wszystko wskazywało na to, że uciekinierzy rzeczywiście szli przed nami.

Pan w zielonej kurtce miał do nich trochę pretensji. Następnym razem zostawcie go albo powiedzcie mu, żeby się tak nie ociągał! ;) Trzeba jednak przyznać, że ścieżki bywały zdradliwe i czasami naprawdę trudno było stwierdzić, w którą stronę należy skręcić.

Po drodze trafiliśmy też na ogromne mrowisko, które zdecydowanie zasługiwało na uwagę. I tak, po kilku godzinach marszu, jeszcze przed 14:00 dotarliśmy do Supraśla. Tam pozostało już tylko poczekać na super elektryczny autobus do Białegostoku, który odjechał po 14:20. Bilet kosztował zaledwie 6 zł.

I tym sposobem zakończyła się ostatnia tegoroczna wyprawa z cyklu „4 pory puszczy”. Szkoda, że to już koniec na ten rok, ale pozostają wspomnienia, zdjęcia i oczywiście kolejne kilometry w nogach. :)

Zostaw komentarz