W tym roku udało się zabrać znanego czytelnika, którego nazywają „Kurą”. Ledwo dał się wyciągnąć z bezpiecznego domu, ale poszedł z nami. Jak ostatnio, autobus mieliśmy o 7:30. Bilet kupiliśmy u kierowcy, więc nie trzeba było wcześniej jechać na stację, co niestety zrobiliśmy i byliśmy już koło 7:10. Bilet kosztował już 10 zł, a powrotny 6 zł. To jest informacja dla tych, którzy będą na edycji letniej i będą się zastanawiać, ile wziąć drobnych…
Trasa jak trasa
Tym razem też udało się wziąć drona, więc uzyskaliśmy kilka ciekawych ujęć. Na szczęście dostępne są tam obszary przeznaczone do latania – po odpowiedniej rejestracji w Drone Tower. Pogoda była znacznie łagodniejsza niż zwykle, dzięki czemu mogłem dłużej eksperymentować z dronem. Podczas wędrówki Andrzej jak zwykle opowiadał o geosminie i śladach pozostawianych przez ssaki. Mimo że trasa liczyla 20 km, wędrówka nie była wyczerpująca. Pod koniec drogi, zza wielkiego drzewa wyłonił się nieoczekiwany gość… Ale to już zobaczysz na nagraniu, do którego zmontowałem również muzykę (przyznać trzeba, że AI wykonała zdecydowaną większość pracy).
Finał w Supraślu
Wycieczka była wspaniała, spaliłem prawie 2000 kalorii. Była pełna śmiechu, ciekawych opowieści i niezapomnianych chwil. Do autobusu powrotnego nr 500 wsiadłem o godz. 14:22. Następny był znacznie później – po piętnastej – więc nie chciałem tak długo czekać.

Zostaw komentarz