mapka

Na śniadanie zjadłem dwa cheeseburgery z Lidla. W domu, w którym byłem, była mikrofala, więc nie było problemu. Wyjechałem około dziesiątej. Najpierw minąłem Sarbinowo, tam zjadłem polską zapiekankę u Włocha. Robił ją co prawda 20 minut, ale bardzo się starał. Nawet ketchup łyżką oddzielił! Zjadłem połowę, resztę wziąłem na drogę. Później odwiedziłem znanego morsa Sabinka. Być w Sarbinowie i nie widzieć Sabinka, to jak być w Białymstoku i nie zobaczyć słynnych niedźwiedzi. W Mielnie był kolejny słynny mors – jest nawet na magnesach, które kupiłem! I tak dojechałem do Dąbek. Niestety deszcz znowu się rozpadał, więc usiadłem na przystanku i piszę ten fragment opowieści. Zaraz deszcz się skończy i jadę dalej, ale najpierw Biedronka. Kupiłem parówki, jajka, małą pepsi, sprite i coś jeszcze – razem 30 zł. Napoje były najdroższe, masakra! Ale już sezon się kończy, więc ceny spadają. Miałem zatrzymać się w Darłowie albo w lesie, ale nie byłem jeszcze w Jarosławcu, a czasu było sporo, więc tam pojechałem – i nie żałuję. Camping Zakątek jest po prostu super. Jest kuchnia, ciepła woda (nie trzeba wrzucać żetonów!), nie blokują skrzynek na prąd. Szok, a to wszystko za jedyne 50 zł. Zostaję! Potem morze, piwo rzemieślnicze, parówki, bułki kajzerki w otoczeniu wielkich kamieniach. Jak tu spokojnie i fajnie.

Zostaw komentarz