Śniadanie w hotelu kosztowało 30 zł. Dobra jajecznica, masło, chleb, herbata, jakaś wędlina. Zjadłem połowę, ale żeby reszta się nie zmarnowała, zrobiłem kanapki na drogę. Potem pojechałem po magnesy na pocztę. Dzisiaj ma padać, i to mocno, więc zamówiłem nocleg w Mielnie za 85 zł. Myślę: tanio. Jakiś pokój w piwnicy z materacem. Byle się przespać. Niestety, po fakcie zacząłem czytać komentarze – trzeba mieć swój namiot, a oni dają tylko materac. Po co mi ich materac, skoro mam swój? Taniej wyszłoby w lesie, bo nie musiałbym płacić za materac. Chcę normalnie odwołać, czekam. Zobaczę, co z tego wyjdzie. Odwołanie kosztuje tyle, że oddadzą mi 6 zł. W życiu! A to wszystko, bo zobaczyłem tanią ofertę – pokój na parterze. No tak, mój namiot też byłby na parterze, ale to nie pokój. Zwykły naciągacz. Gdyby był uczciwy, zrobiłby bezpłatne odwołanie. Czegoś takiego nie powinni zamieszczać na Bookingu. Później znalazłem normalny nocleg w Sianożętach za ponad stówkę. Jechało się w porządku, prawie bez deszczu. Wczoraj zjadłem dwa obiady, więc dzisiaj sobie odpuściłem. Minąłem Białokury, gdzie nie widziałem ani jednej białej kury, czarnych też nie. Po 17:00 byłem w Sianożętach, potem szybkie morze, wolne piwo i mega ulewa. Wracam, a tu ciekawy aromat. Tak, zgadliście – zaginiona puszka leżała na dnie, pękła przez magnes i wylało się pół piwa. Ubrania złapały zapach. Ale dobrze, że zarezerwowałem nocleg z dachem, bo po 20:00 zaczęło lać jak z cebra.










Zostaw komentarz