mapka

Tym razem robię przerwę od zdobywania flag i certyfikatów, wracam na stare, dobre trasy – wokół polskiego morza. Niestety, trochę już późno w sezonie, ale jeszcze coś ciekawego przejadę. Postanowiłem kupić bilet do Szczecina. Niestety, wszystkie bilety na pociąg o 9:00 – opcja z rowerem – na za tydzień były wykupione. Jakimś cudem znalazło się miejsce na rower we wtorek po 5:00 rano. Pociąg miał jechać 12 godzin, w przeciwieństwie do tego po 9:00, który śmigał w jakieś 7 godzin. Cóż, trzeba było wstać. Podróż do Gdańska poszła w miarę bez opóźnień, ale potem – uwaga, hit – jakiś pociąg zerwał trakcję i nie mogliśmy jechać, dopóki jej nie naprawią. Opóźnienie miało trwać godzinę. „Przeżyję” – pomyślałem. Ale godzina rozciągnęła się do trzech! 15 godzin w pociągu? Można? Można! Pociąg ruszył; ludzie zaczęli bić brawo. W międzyczasie zadzwonił telefon z hostelu. Okazało się, że pokój, który zamówiłem i opłaciłem, nie jest dla mnie. Zamurowało mnie, ale pani z recepcji uspokoiła, że załatwi mi nocleg w centrum. Nawet lepiej, bo inaczej musiałbym pedałować 12 km. Pytała, o której będę. Powiedziałem, że po 20:00, bo przecież pociąg już bardziej nie nawali, prawda? No, nieprawda. Trzeba było przepuścić pociągi jadące z naprzeciwka. Zastanawiałem się, czemu to one nas nie przepuszczają. Pewnie dlatego, że jak już masz godzinę opóźnienia, to kolejna w gratisie nikomu nie zaszkodzi, co nie? W Koszalinie pomogłem Zbyszkowi ściągnąć rower z pociągu, a w Szczecinie Marek pomógł mi z moim. Opóźnienie? 4 godziny. Da się wytrzymać?! Dotarłem na 22:00, ale żeby nie było za lekko, czekało mnie wnoszenie roweru na czwarte piętro. Pokój jak pokój. Oczywiście ktoś zwinął pilota od telewizora i kabel łączący TV z dekoderem. Po to się jeździ i kradnie, bo nigdzie indziej tego nie znajdziesz, nie? 😉 Na jutro zamówiłem jedzenie z Foodsi. Ciekaw jestem, na co trafię. Od jutra zaczynam prawdziwą podróż rowerem. To było tylko intro!

Zostaw komentarz