Zima w tym roku była wyjątkowo mroźna. Temperatura spadała nawet poniżej -20°C. Tradycyjnie spotkaliśmy się na dworcu PKS. Autobus do Królowego Mostu miał odjechać o 7:30, ale zbiórka odbyła się już około 7:10. Gdyby frekwencja dopisała, przewoźnik wstawiłby drugi autobus, jednak tym razem z powodu mrozów (-15°C) z Białegostoku wyruszyło 11 osób.
Bilet kosztował 9 zł. Około godziny 8:00 byliśmy już na miejscu – w Królowym Moście, tam doszły kolejne 4 osoby. Zapowiadało się ciężko; odczuwalna temperatura sięgała nawet -23°C. Czekało nas 20 km marszu.
Góra św. Anny i ujęcia z drona
Ku mojej uciesze trasa wiodła przez Górę św. Anny, skąd roztacza się przepiękny widok. Sam nie wchodziłem wieżę, ponieważ byłem operatorem drona – najpierw z dołu, a następnie z góry zrobiłem kilka fajnych ujęć. Jak widać na filmie, w takim mrozie nie jest łatwo operować sprzętem, kiedy trzeba co chwilę zdejmować rękawice.
Spotkania na szlaku
Po sesji z „leśnym stworem”, który wyłonił się z gęstwiny, ruszyliśmy dalej. Niestety po drodze napotkaliśmy pierwszą ofiarę mrozu – ryjówkę aksamitną. Te zwierzęta muszą jeść niemal bez przerwy, aby przetrwać, co przy takiej pogodzie jest ekstremalnie trudne.
Po kilkunastu kilometrach marszu zrobiło się nieco cieplej – a może to było tylko złudzenie wywołane wysiłkiem? Gdy minęło prawie 20 km trasy, dotarliśmy do Supraśla.
Finał w Supraślu
Autobus powrotny miał być około 14:20, ale przyszliśmy już o 13:00, więc czekała nas godzina postoju. Na szczęście w Supraślu spotkaliśmy przemiłe alpaki, które non stop jadły, zwłaszcza krojoną marchewkę.
Po sesji z alpakami poszliśmy zobaczyć słynne „zamarznięte wodospady” w Supraślu. Robiły ogromne wrażenie. Na rzece Supraśl dostrzegliśmy też kaczki, które znalazły sobie skrawek niezamarzniętej wody do pływania.
O 14:20, zgodnie z planem, przyjechał autobus. Wszyscy byli szczęśliwi, że w końcu mogą się ogrzać. Co ciekawe, bilet powrotny był tańszy – kosztował 6 zł.

Zostaw komentarz